Prolog

Posted: czwartek, 1 sierpnia 2013 by N. in
0

Tak jak obiecywałam, zapraszam na prolog. :) Pisany był baaardzo dawno, ale uznałam, że nie ma potrzeby go zmieniać, gdyż pasuje do mojej obecnej koncepcji. Jedynie stylowo może się różnić od następnych części, ale to już sami będziecie mogli oceniać.
Miłego czytania, 

N.


Prolog
            Los bywa naprawdę przewrotny, a życie prawie nigdy nie daje nam tego, czego chcemy. Najczęściej, w odpowiedzi na pokorne prośby, otrzymujemy od niego bolesne lekcje. Nasze błagania już nie są wtedy tak spokojne. Nauczki bolą jeszcze bardziej. Desperacja zaciska na szyi pętlę, z której nie można się uwolnić samemu. Ratunkiem może być jedynie druga osoba, która będzie wiedziała jak przeciąć ten sznur nieszczęść i smutku.
            Piotr już od dłuższego czasu czuł, że zaczyna się dusić. Czekał, łudząc się, że ktoś mu pomoże. Był przy tym zbyt dumny, aby poprosić. Męczył się całymi miesiącami, gdy nie chciał przyznać się do błędu. Dotknął lekko dłoni kobiety leżącej na sterylnym, szpitalnym łóżku. To dzięki niej mógł znów poczuć wolność. Tylko dlaczego kosztem innych?
            - Jesteś? - wychrypiała dziewczyna, próbując otworzyć oczy.
            - Odpoczywaj - odpowiedział jej tylko i wrócił do gładzenia jej skóry.
            Żaneta przymknęła oczy, uśmiechnąwszy się lekko. Ona i tak wiedziała swoje, była zbyt uparta, zbyt waleczna, aby pozwolić sobie choć na jedną chwilę wytchnienia. Już dawno założyła sobie, że pokona chorobę, więc nic nie mogło jej powstrzymać.
            Mężczyzna obdarzył ją ciepłym spojrzeniem. Tak. Siostra jego ex-żony była jego jedynym przyjacielem, osobą, która rozumiała go od zawsze. To właśnie dzięki niej zdobył się na to, żeby wystąpić o rozwód. Żaneta po prostu wiedziała, co jest najlepsze dla nich obojga.
            Wciąż kochał Marię. Z tego powodu cierpiała każda, nawet najmniejsza cząsteczka jego duszy. Kochał tę swoją nieśmiałą, cichą, momentami odważną dziewczynkę, która nie wiedziała, co robi, pakując się w związek ze starszym mężczyzną. Ale nie potrafił jej wtedy odmówić, choć to on powinien być tą rozsądniejszą stroną. Jej błękitne spojrzenie było lekiem na wszystkie smutki. Po czterech wspólnie spędzonych latach, spostrzegł, że straciła ona cały swój blask. Wtedy zrozumiał i właśnie wtedy na szyi zawieszono mu pętlę smutku.
            Marysia nie zakochała się w nim, Piotrze. Nie pragnęła jego opiekuńczości, pomocy, ciepła. Ona wciąż chciała, aby był tym samym brutalem, który walczył w nielegalnych walkach, miał głowę mocniejszą od niejednego twardziela, a co drugie jego słowo było przekleństwem. Nie rozumiała, że to była maska, która miała go chronić, a spowodowała tylko grono nieszczęść.
            - Wojtek? - odezwała się Żaneta.
            - Wszystko z nim w porządku - powiedział. - Tęskni za tobą, wiesz. Cały czas pyta o ciocię. Powiedziałem mu, że wrócisz za miesiąc, więc masz wyzdrowieć.
            Blondynka chciała zasalutować, ale nie była w stanie nawet ponieść ręki. Odparła tylko: - Tak jest, szefie...
            - Masz pozdrowienia od siostry. Dzisiaj była ostatnia sprawa rozwodowa. Jestem wolny. Nie wiem tylko, dlaczego czuję się z tym jeszcze gorzej niż kiedykolwiek. Jakbym zdradził małego, waszą matkę... Marysię.
            - Piotr - upomniała go cichym szeptem. Nigdy nie pochwalała jego skłonności do nadmiernych wyrzutów sumienia. - Wojtek... da sobie radę...To moja krew - zaśmiała się, ale zaraz złapał ją silny atak kaszlu.
            - Nie przemęczaj się.
            - Cicho. Daj... skończyć - westchnęła. - Wyjedź. Zapomnij. Mnie. Ją. Jego. Wszystko. Proszę...
            Zamknęła powieki. Piotr chciał pobiec po pielęgniarkę, ale zorientował się, że Żaneta tylko zasnęła. Wszystkie urządzenia milczały, wykresy na monitorach nie drgnęły nawet o milimetr. Nie odezwał się już żadnym słowem, tylko wpatrywał się w drobną bladą sylwetkę najbliższej przyjaciółki. Ściągnął z szyi swój łańcuszek i włożył go do szufladki przy łóżku, po czym wyszedł.
            Miał tylko nadzieję, że to nowe życie będzie lepsze.

Po raz pierwszy.

Posted: by N. in
0

Początki nigdy nie są łatwe. Ale życie nauczyło mnie, że nigdy nie powinno się odpuszczać tylko dlatego, że nie jest łatwo. "Głupcy" pojawili się w moim życiu dawno, dawno temu. Będzie z 6 lat. Od tego czasu fabuła przeszła kilka generalnych remontów, gdyż za każdym razem coś mi nie pasowało. Teraz jestem w połowie najdłuższych wakacji życia - i uznałam, że jak teraz tego nie skończę, to już nigdy. I otom jestem.
A mam na imię Krzysia, lat (niecałe) 19. Ja tutaj jestem najmniej ważna, więc pozwolicie, że na tym skończę :) I zaproszę Was na prolog, który, jak znam życie, pojawi się jeszcze dzisiaj, jak tylko ogarnę szablon i poprawię błędy.
Pozdrawiam.